Kliknij tutaj --> 🦒 tede wszystko na nasz koszt
Zamówienia wysyłane paczkami w których wartość produktów regularnych (nie objętych żadnymi formami promocji) przekracza kwotę 500 zł brutto wysyłane są na koszt naszej firmy. Zamówienia wysyłane paletami wysyłane są na nasz koszt przy zamówieniach powyżej 1500 zł brutto. Nie dotyczy przesyłek za granicę. 8. UWAGA ! Produkty
ŚLEDZIE KOSZT: najświeższe informacje, zdjęcia, video o ŚLEDZIE KOSZT; Jak wyglądały wesela w PRL-u? "Dziadek pilnował, żeby goście nie kradli zastawy"
"Wiecie, co z nim zrobić; wszystko na mój koszt" — wykrzyczał Peja, a tłum jego fanów ruszył na 15-latka. "Tak kończą frajerzy" — dodawał, przyglądając się szamotaninie.
Tede wszystko ujawnił, tego się nie spodziewaliście - Hej Tede. Chcę iść jutro na twój koncert, ale bilety są wyprzedane. Poproszę 2xVIP - czytamy. “Nasz ojciec przyjmie mandat”
Read or print original Jest Koszt lyrics 2023 updated! Ej, na kurwie pełnej i pełnym fejmie / Ludzie czego wy chcecie ode mnie? / Żyjecie
Rencontre Pour Ado Gratuit Sans Inscription. mat. partnera Wielki finał Hel Spot! De la Soul, Hercules & Love Affair, Tede, Taco Hemingway i wielu innych artystów już w ten weekend na Dużej Plaży miasta Hel (wejście 66) 9 sierpnia 2016, 11:55 Najpopularniejsi polscy raperzy TOP10 na Spotify [FOTOGALERIA] 2021 r. Taco Hemingway, Quebonafide i Bedoes na podium. Czym jest rap? W ciągu ostatnich pięciu latach popularność rapu wśród polskich słuchaczy wzrosła o ponad 100 %. Najpopularniejsi polscy raperzy to... przeczytaj artykuł. 14 września 2021, 16:26 “Patoreakcja” bije rekordy słuchalności na Spotify. Raper Mata lepszy od „Polskiego Tanga” Taco Hemingwaya. Zdobywca Popkillerów 2020 królem Najnowszy singiel rapera Maty w środę, 1 kwietnia 2021 r., podczas pierwszej pełnej doby w streamingu, piosenka “Patoreakcja” zanotowała aż 643,846 odsłuchań. 2 kwietnia 2021, 13:04 Czego słuchają Polacy? Muzyczne gusta i guściki. Triumf dwóch polskich artystów i zagraniczne pewniki. RAPORT Spotify Czego słuchają Polacy? Co aktualnie leci na Twojej playliście. Spotify świętuje swoje 10. urodziny, z tej okazji powstał globalny raport najczęściej... 12 października 2018, 13:31 Lalka Barbie popiera związki homoseksualne! To będzie prawdziwa rewolucja w świecie lalek Barbie. Słynna zabawka została ubrana w koszulkę z napisem „Love Wins” ("Miłość wygrywa") wyrażając poparcie dla... 30 listopada 2017, 13:32 Love Actually 2. Będzie kolejna część kultowego filmu? [ZWIASTUN] Tak, to już pewne. Powstanie druga część jednej z najpiękniejszych komedii romantycznych wszech czasów. Jak się okazuje, będzie trwała jedynie dziesięć minut. 23 marca 2017, 12:47 mat. partnera Finał Hel Spot - największe Beach Party w Polsce Dwa dni koncertowego szaleństwa na plaży, kilkanaście gwiazd i tysiące ludzi tańczących na piasku - tak w miniony weekend zakończył się HEL SPOT sponsorowany... 17 sierpnia 2016, 17:06 Nowa gwiazda polskiego kina? Sara Bojarska ma 15 lat, a grała już w Hollywood i u Wajdy To niewątpliwie perełka polskiego kina. Nastolatka z Radomska rozpoczęła karierę aktorską od hollywoodzkiej produkcji i filmu samego Andrzeja Wajdy. Sara... 8 stycznia 2016, 9:28 Piosenka z filmu "Hotel Transylwania 2" została internetowym hitem [wideo] "I'm In Love With a Monster" w wykonaniu amerykańskiego girlsbandu Fifth Harmony rozkochała w sobie internautów. 2 września 2015, 16:19 Gaspar Noe w "Love": "Jeśli się zakochujesz, jesteś frajerem" [RECENZJA, ZWIASTUN] Gaspar Noe jest reżyserem kontrowersyjnym. Jego filmy są bezkompromisowe, momentami depresyjne, ale i szokujące. Jeżeli pójdziecie na "Love" właśnie z takim... 26 sierpnia 2015, 15:35 Oni kochają Polskę! Sprawdźcie dlaczego [Zdjęcia] Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu zamienił się na kilkanaście godzin w plan zdjęciowy. Kręcono tam bollywoodzką produkcję "One love". 10 czerwca 2015, 12:30 art. spons. Oliwa - dolina radości, dolina miłości Oliwa – Dolina Radości, Dolina Miłości jest kolejną propozycją w ramach projektu Gdańsk&Love na romantyczne spędzenie wolnego czasu we dwoje. 29 maja 2011, 22:39
Wczoraj ruszyła sprzedaż najnowszego singla Tedego, w wyjątkowej odsłonie. Jednak zanim produkt zadomowił się w sklepie, fani rapera wykupili cały jego nakład w niecałe 20 minut. Powrót do tradycji Jakiś czas temu na swoim Instagramie Tede poinformował, że zamierza wydać swój nowy singiel na słynnej winylowej siódemce. Jak zapowiedział, tak zrobił. Wczoraj o godzinie 16:00 wystartowała sprzedaż tytułowego singla z nadchodzącej płyty warszawskiego rapera – DISCO NOIR, z gościnnym udziałem PlanBe. Ponadto, na stronie B krążka znalazł się utwór pod tytułem Sukki. Smaczku i wyjątkowości dodawał fakt, że wytłoczone zostało tylko 300 sztuk czarnego krążka. Ponadto, sam raper zapowiadał, że do momentu premiery albumu, te dwa single będą mogli odsłuchać tylko ci, którym udało się zakupić limitowane wydawnictwo. Zobacz także Beefy między raperami są przereklamowane. KęKę dissuje producenta samochodów „Wiedźmin: Rodowód krwi” jak na razie zapowiada się tragicznie Czy KęKę nagrywałby disco-polo? Pewnie, że by nagrał Napisałem udało, bo cały nakład wyprzedał się w niecałe 20 minut! Natomiast przez pierwsze 5 minut, serwery sklepu padły z przeciążenia. Ta sytuacja sprawiła, że w serwisach aukcyjnych od razu pojawiły się ogłoszenia, w których cena krążka jest kilkukrotnie wyższa. Natomiast tym, którzy nie zdążyli z zakupem, pozostaje czekać do premiery DISCO NOIR, która zaplanowana jest na 4 czerwca. Na pocieszenie dodam jeszcze, że 20 kwietnia do sieci trafi teledysk do numeru TYLKO PALMY. Mroczna dyskoteka Tedego Tede – DISCO NOIR – okładka albumu Zbliżający się wielkimi krokami krążek Tedego ma być albumem wyjątkowym i pewnym sensie rewolucyjnym. Nie tylko w karierze samego rapera, ale także w polskim rapie. Bowiem Tede i Sir Mich sięgnęli po nieoczywiste dla hip-hopu bity. Tede – Jak Zawsze DISCO NOIR, to połączenie parkietowego rytmu z rapem. Co ciekawe, udostępnione do tej pory single spotkały się z bardzo dobrym odbiorem wśród słuchaczy, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe, szczególnie na takich bitach. Do sieci natomiast trafił kolejny teledysk zapowiadający wydawnictwo. Tylko Palmy zostało nagrane podczas wizyty rapera w Indonezji, to tam także wykonano zdjęcie, które znalazło się na okładce albumu. Tede – Tylko Palmy Sławek proszę, jestem bezelem Ponadto, tydzień temu, swoją drugą premierę miał kultowy krążek TDF-a, czyli Esende Mylffon i to w wyjątkowej edycji Hałas. Wraz z reedycją, do sieci trafiają także odświeżone cyfrowo teledyski do utworów, które znalazły się na krążku. Po klipie do Glokka udostępniony został obrazek do Blask i To jeszcze nie koniec. Tede – Blask/To jeszcze nie koniec Na stronie oprócz preorderu DISCO NOIR możecie zamówić reedycję Esende Mylffon, a także pozostałe krążki rapera. Wczoraj ruszyła sprzedaż najnowszego singla Tedego, w wyjątkowej odsłonie. Jednak zanim produkt zadomowił się w sklepie, fani rapera wykupili cały jego nakład w niecałe 20 minut. Zobacz także Beefy między raperami są przereklamowane. KęKę dissuje producenta samochodów „Wiedźmin: Rodowód krwi” jak na razie zapowiada się tragicznie Czy KęKę nagrywałby disco-polo? Pewnie, że by nagrał Powrót […] Polish Hip-Hop Festival 2020 od 180 PLN Polub na Facebooku: Nie przegap
Coraz więcej polskich raperów decyduje się na udział w gali Fame MMA. Nie ukrywają oni, że jednym z głównych powodów są warunki finansowe, które freak fightowa federacja ma podobno najlepsze na rynku. Słuchacze od dawna dopytują się także Peji i Tedego czy chcieliby zawalczyć, jeżeli otrzymaliby taka propozycję. Poznański raper jakiś czas temu powiedział, że odrzucił propozycję 1 miliona złotych z Fame MMA, czego jednak nie potwierdzili włodarze. Warszawiak zasugerował natomiast, że za 1,5 mln złotych mogłyby się rozpocząć negocjacje, ale jest świadomy tego, że nikt i tak nie wyłoży takiej gotówki. 4 miliony złotych za walkę Tedego i Peji? Wojtek Gola i Boxdel byli ostatnio gośćmi na Kanale Sportowym, gdzie promowali jubileuszową, dziesiątą odsłonę gali Fame MMA, która ma się odbyć dzisiaj, 15 maja. Jeden z dzwoniących widzów zaproponował, żeby zakontraktować walkę Peji i Tedego, dając im po 2 miliony złotych. Włodarze organizacji przyznali, że chcieliby zorganizować taką walkę, ale tak wysokie gaże są dla nich na razie nieosiągalne. – 4 miliony złotych za jedną walkę. Wyobraź sobie jaka sprzedaż musiałaby być. – komentuje Gola. – Jest to ciekawa walka. Jeżeli panowie by chcieli… i o fajnych pieniądzach dla obu stron, opłacalnych… – dodaje. – Możemy po tym programie uderzyć do Tedego i Peji ponownie. Może udałoby się coś zrobić. – mówi Boxdel. Jaka gaża zadowoliłaby Tedego? Pod koniec 2019 roku, warszawski raper powiedział, że nawet nie rozważa propozycji udziału we freak fightowej gali ponieważ nikt mu nie zaoferuje kwoty takiej, jakiej by oczekiwał. – Powiem tak, bardzo chciałbym mieć Rolls-Royce’a Phantom poprzedniej generacji. To za pół bańki można kupić. I bańkę honorarium. – ujawnił TDF, który wspomnianemu aucie poświęcił na nowej płycie „Stadium X Lecia” cały kawałek. – Za te półtorej bańki to nawet bym się karate nauczył w te trzy miesiące. – twierdzi. – Ja nie rozważam nawet tego, bo nikt mi półtorej bańki nie da. Mówię, że za półtora bańki zainteresowałbym się sportami walki, może na tej zasadzie. Nawet jak dostaniesz w mordę za półtorej bańki… ja cię proszę. Tylko tam nikt nie dostaje półtorej bańki. – dodaje. Peja odrzucił propozycję za milion złotych? „Nie składaliśmy takiej oferty” W grudniu 2019 roku głośno było o rzekomej propozycji jednego miliona złotych za walkę Peji na Fame MMA. Raper poinformował o takiej propozycji dodając, że ją odrzucił ze względu na szacunek do prawdziwych zawodników. Wiarygodność takiej propozycji podważył Rest Dixon37 twierdząc, że nie wierzy, że poznaniakowi zaoferowano tak dużą kwotę. – Fame nigdy do tej pory nikomu nie składał propozycji na tak wysokim poziomie. To są ogromne pieniądze. Na ten moment myślę, że po prostu dla nas za duże. Nie składaliśmy takiej propozycji. Faktycznie, z naszej strony była inicjatywy przez naszego wspólnego znajomego. Przekazaliśmy Rysiowi Peji informację, że jesteśmy zainteresowani walką, natomiast nie przekazywaliśmy żadnych propozycji finansowych. Zresztą uważam, że taka forma byłaby niewłaściwa – przez znajomego przekazywać informacje o ofertach finansowych, zwłaszcza na takich poziomach. Raczej traktuję tę sytuację jako dość spore nieporozumienie. Chciałbym zaznaczyć, że do składania ofert finansowych i negocjacji finansowych w Fame MMA upoważnione są dwie osoby. Jest to prezes Rafał Pasternak i ja – jestem członkiem zarządu. Tak jak jest to w KRS-ie, my jesteśmy do tego upoważnieni. Nie zwykliśmy składać ofert przez kogoś. – powiedział szef federacji Fame MMA Krzysztof Rozpara w rozmowie z Mateuszem Kaniowskim dla MMAPLtv. Czy są realne szanse na walkę Tedego i Peji? Na pewno do takiego pojedynku nie dojdzie w najbliższym czasie. Dopóki raperzy cieszą się wciąż dużą rozpoznawalnością, mają stałe źródła dochodu w postaci koncertów i sprzedanych płyt ich stawka za walkę będzie na tyle absurdalnie wysoka, że federacji nie będzie na nich po prostu stać.
Pierwszy odcinek programu „Rap Pakamera”, realizowanego przez stację MTV Polska, to występ takich postaci jak Peja, Tede i Krzysztof Kozak, którzy porozmawiali na temat „Mój wydawca jest złodziejem”. Materiał filmowy pochodzi z 20 marca 2006 roku. Opis, który mu towarzyszył w tamtych latach: Nadal nie ucichła jeszcze sprawa głośnego rozwiązania wytwórni Wielkie Joł, relacje między wytwórniami, wydawcami i artystami są nadal mocno napięte, a sposobu na idealna współpracę na razie nie widać. Całą sytuacje wydawniczo-artystyczną skomentują w naszym programie, zaproszeni goście: Tede, Peja i Krzysztof Kozak z legendarnej wytwórni RRX. Zarówno Tede jak i Peja, spotkali Kozanostre na swojej artystycznej drodze, a rozstanie przebiegało nie zawsze w dobrej atmosferze. Jak zakończy się „konfrontacja po latach”? Materiał video:
Ładny sklepik. I widzę, że spory ruch mimo wczesnej pory? Tede (Jacek Graniecki): Dziś rocznica śmierci Notoriousa a ja mam okolicznościową koszulkę – zaraz się zaczną schodzić, bo lekcje się skończyły. A co ty robiłeś 20 lat temu? Miałem 16 lat i musiałem być krnąbrnym gówniarzem. Na pewno jeździłem na deskorolce i robiłem jakieś głupoty. Najpierw miałem kontakt nie z hip-hopem, ale z samym rapem, mówieniem tekstu do beatu. Pierwszy raz fristajlowałem już w ósmej klasie. Na zimowisku, po wypiciu Amolu, którego skrzynkę przywiózł tata koleżanki, wówczas dystrybutor tego specyfiku. Pod Beastie Boys lecących z magnetofonu. Dopiero w wieku lat bodaj osiemnastu lat usłyszałem polski hip-hop w postaci nagrania Volta w Radiu Kolor. A ponieważ mam taką przypadłość, że często na długo kojarzę kawałek z konkretną sytuacją i miejscem, to potrafiłbym ci dokładnie powiedzieć, w którym miejscu chodnika na esendzie [SND – Służew Nad Dolinką - przyp. aut.], idąc od mojego bloku do muru z graffiti, usłyszałem ten kawałek. Jak słucham swoich kawałków, to często pamiętam, który gdzie pisałem. Za chwilę z tym samym Voltem nagrywałeś. Puściłem na imprezie w Hybrydach Voltowi [DJ 600V – przyp. aut.] z walkmana swoje nagrania zrobione pod jego beaty - zainteresowało go to, że wykorzystałem jego muzykę. Dzień później nagrywałem już w jego studiu na Gocławiu swoje pierwsze dwie zwrotki do kawałka, który mieli nagrany z Marianem [Jan Mario - przyp. aut.], kolejnego dnia wróciłem poprawić coś, bo się źle nagrało, ale w międzyczasie Volt i Marian już zmienili swoje zwrotki – i tak zostałem członkiem zespołu Ein Killa Hertz. I powstał legendarny „Wyłącz mikrofon”? Tak, to w tym kawałku zmienialiśmy zwrotki. Co ciekawe w oryginalnej wersji tego kawałka na basie gra Macio Moretti, czyli Maciora ze Starych Singers. Spotkałem go ostatnio na targach muzycznych w Pałacu Kultury i wspominaliśmy stare czasy. Volt mówił kiedyś, że ten pierwszy kawałek to był od razu pierwszy diss, atak na konkurentów, których jeszcze nie było zbyt wielu. W tekście było "wyłącz mikrofon, nie masz nic do powiedzenia". Wtedy inspiracją dla większości kawałków były fragmenty cudzych utworów – w tym wypadku użycie sampla z utworu KRS-One'a „Turn off your mic you got nothing else to say”. Tu nie było konkretnego adresata. Zresztą wtedy wychodziliśmy z założenia, że każdy poza nami jest kiepski. Ale mieliście świadomość tego, że także poza Warszawą hip-hop rozwija się błyskawicznie? Pamiętam oczywiście Wzgórze Ya-Pa 3 i Liroya, czyli hip-hop z Kielc. Pamiętam też, jak dzwoniłem do audycji Volta w Radiu Kolor, kiedy ci goście ze Wzgórza byli w studiu. A już wtedy byłem nagrywającym raperem. Mieliśmy świadomość, że są inne ekipy. Gdzie poza radiem spotykało się ówczesne środowisko hip-hopu w Warszawie? Na imprezach w Hybrydach, Alfie, czasem gdzieś na mieście w ciągu dnia. Nie było telefonów komórkowych, więc dzwoniło się do kogoś na domowy, matka odbierała i zostawiało się jej wiadomość, że będziesz w danym miejscu o tej i o tej godzinie. To było fenomenalne, bo były miejsca, gdzie ci ludzie się spotykali i jeśli chciałeś kogoś zobaczyć, to wiedziałeś, że tam ci się uda. Szedłeś w piątek do klubu Alfa i wiedziałeś, że tam będzie, bo tam za każdym razem byli wszyscy stali goście plus kolejni nowi. Byli wśród nich ludzie, których dotąd rozpoznaję, chociaż nie wiem czasem, jak mieli na imię – znamy się od kilkunastu lat. I cały czas mówimy sobie cześć, chociaż nawet nie piliśmy nigdy razem browaru. A kiedy nastąpił moment, że wychodziłeś z domu i mówiłeś rodzicom: „Idę na imprezę hiphopową”? U mnie w domu nastąpiło to już wtedy, gdy byłem na studiach i wydaliśmy płytę Warszafskiego Deszczu. Matka z ojcem słyszeli przez ścianę, że co tam mruczę za ścianą. Notabene z tego właśnie wynikały różnice w języku między tym, co wówczas, i tym, co teraz. Stary, to było stonowane i nie było przekleństw, bo matka była za ścianą, rozumiesz? Moi starzy traktowali to jako hobby, fanaberię, matka mówiła, żebym nie brzdąkał. Dopiero w momencie, kiedy wyszła płyta, zrozumieli, że to nie jest jakieś hobby i jest to coś więcej niż brzdąkanie. I zaczęli o tym rozmawiać – tyle że ja, gdy jeszcze mieszkałem z rodzicami, nie miałem z nimi kontaktu. Podobno w ogóle kontakt z rodzicami ma się wtedy, gdy się wyprowadzisz. Musiałem ich przekonywać, że to sprawa kulturowa, gdy rzuciłem studia na poziomie licencjatu. Ale i tak długo na tych studiach wytrzymałeś. Czy to dzięki nim jest ci teraz bliżej do mediów? Poznałem media. Wiem, jak wyglądają i czego po nich oczekiwać. Byłem jedną z pierwszych osób, które się zaczęły w kontekście hip-hopu pojawiać. Ale to wynikało też z tego, że ja byłem w stanie coś powiedzieć, a nie mówić tylko „kurwa” i „chuj”. Stąd ja. Zapraszali też innych, ale z tamtymi nie zawsze wychodziło. A zderzenia ze znajomymi ze studiów, owszem, są. Najbardziej mnie zdziwiło, gdy się dowiedziałem – chyba nawet z „Polityki” - że twarzą serwisu jest mój dobry znajomy z oślej ławki na dziennikarstwie Rafał Werczyński. Spotkaliśmy się po wielu latach. Dużo masz takich zaskakujących odkryć w życiu codziennym po tych kilkunastu latach? Owszem. Szedłem sobie na przykład dzisiaj od metra – bo ja wbrew obiegowej opinii bardzo lubię środki masowego transportu i przez całą zimę nie jeżdżę samochodem - i poza tym, że jakiś chłopak mnie zaczepił na Marszałkowskiej, ktoś tam chciał autograf, to koło Wilczej jakaś pani mówi do mnie „O jejku, to pan!”. A babka, no nie wiem, ale sześćdziesiona była. I mówi: „Bardzo pan ma fajne te piosenki”. I ja opiździałem – bo nie powiedziała, że fajny mam ten program, albo że mnie widziała w „Pytaniu na śniadanie”. Tylko że fajne piosenki – siłą rzeczy musiała skojarzyć mnie właśnie z sąsiedzi nie reagują już nerwowo na hip-hop? Tam, gdzie mieszkam, wprowadzałem się jako pierwszy lokator, więc moi sąsiedzi wiedzą, z kim tańczą, że tak się wyrażę. Jest miło i tylko raz była interwencja przy okazji jakiejś imprezy. Ale to chyba było święto kościelne i ludzie mieli prawo się unieść. Jest szacun na bloku. Ale pod koniec lat 90., jak chodziłem ogolony na łyso, to kiedy wchodziłem do sklepu, szło za mną trzech ochroniarzy. Dlatego świadomie w pewnym momencie zapuściłem włosy – właśnie po to, żeby zerwać trochę z tym stereotypem i żeby nie brali wszystkich hiphopowców jako wykolejonych, złych czy skorych do okradania innych, robienia innym krzywdy, bo to się nie łączy z tą muzyką. Fascynowało mnie zawsze, że tworzysz jedną z bardziej zabawowych odmian hip-hopu w tym kraju, a jesteś centrum towarzyskich sporów. Skąd się to bierze? Matka z ojcem nauczyli mnie, że jak masz swoje zdanie, to je mówisz. A jak masz swoje zdanie, które jest inne niż zdanie innych, to też je mówisz – a nie okłamujesz, żeby było ci łatwiej. I wszystkie te sytuacje z dissami wynikały z jakiejś historii. To nie ja byłem źródłem, ja się po prostu ustosunkowywałem do tego, co ktoś powiedział. Jest wielu raperów w Polsce, którzy boją się zareagować na zaczepki innych w tekstach, a ja odpowiadałem. W pewnym momencie uznałem, że mogę sobie darować, gdy dissujemnie siódma liga osiedlowa, bo mnie już to nie robi. Na Rysiu [Ryszardzie Andrzejewskim, znanym jako Peja - przyp. aut.] skończyłem, bo mnie nazwał „kurwą z TVN-u”, a tak naprawdę wzięło się to stąd, że powiedziałem coś, co inni tylko myśleli – skrytykowałem go, bo to, co się stało w Zielonej Górze [incydent związany z pobiciem jednego ze słuchaczy na koncercie - przyp. aut.], nie było fajne. Peja w rozmowie przyznał mi rację, a pojechał na mnie, żeby zachować twarz wobec innych. Ja za to nagrałem na niego kawałek. Przez ten cały diss z Rysiem nie ubliżyłem mu – zresztą wcześniej Rysiu mnie lubił, nagle zrobiłem się niefajny, co znaczy, że ktoś tutaj oszukuje. Może nie lubią cię dlatego, że zarabiasz pieniądze i tego nie ukrywasz. To jest postawa rzadka. Z tych samych powodów, o których ci mówiłem. Hip-hop jest taki fajny, bo ma mówić, jakie jest życie. To nie są oszukane kawałki o orła cieniu, to są realia. I tego się musimy trzymać – i ja nie mam prawa narzekać, nie chcę też ludzi oszukiwać. Urodziłem się w Warszawie? Urodziłem się. Moi rodzice są prawnikami? No są, co nie znaczy, że są od razu milionerami. Wszyscy w domu mieli wideo, myśmy nie mieli – i w jednych butach cały rok. Dorobili się już wtedy, gdy ja się wyprowadziłem z domu – a pomogli mi w ten sposób, że paru rzeczy mnie w życiu nauczyli. Pół swojej młodości spędziłem na klatce schodowej – ćpałem, piłem browary i rozrabiałem. Ale nie kreuję się na kogoś takiego. Dopiero po 15 latach skumałem, że od innych trudno oczekiwać mówienia o sobie prawdy. Logika wskazywałaby na to, żeby po tylu latach przebywania w tym samym towarzystwie, ludzie raczej sobie pomagali niż przeszkadzali w robieniu kariery. Dokładnie stary, tym bardziej, że robię trochę inną muzykę niż moi koledzy hiphopowcy. Jedne kawałki mi się podobają, inne nie, ale szanuję to, co oni robią. I tego samego oczekuję od innych – poszanowania. To się zmienia latami, bo do tego trzeba zmienić mentalność ludzką. Zawiść, to wszystko wynosi się z domu. Po przełomie 1989 roku jednym zaczęło się powodzić, innym nie. Jeśli gówniarz w domu słyszy, że wszystko jest złe, że ten ukradł, tamten ukradł... Z drugiej strony to zniechęcenie było zapleczem dla eksplozji hip-hopu w Polsce. Może i tak, ale ważne dla powstania tej muzyki i jej rozwoju u nas było przede wszystkim to, że jest łatwa do wykonywania. Nie musisz mieć nic, żeby rapować. Przy komputerze, na którym robiłem płyty „Waszafski deszcz” i mój iPhone dziś jest jak CIA i NASA razem wzięte. Koszt sprzętu do nagrywania sprzed dziesięciu lat, to dzisiaj 50 zł, razem z monitorem. I na tym można zrobić przyzwoity kawałek. Dlatego tylu młodych ludzi się tym zainteresowało. Na moim podwórku było trzech raperów zanim ja zacząłem działać. Nawet chcieli mnie wziąć do zespołu. Koleś zapraszał mnie, żebym u niego coś zarapował - już wtedy, gdy znałem się z Voltem. Wyobraź sobie, jaką gościu miał minę, gdy cztery lata temu przywiózł mi pizzę. Jego spojrzenie – gdy wypowiadał tylko „Trzydzieści cztery pięćdziesiąt” - to było wszystko. Teraz podobnie - dzieciaki widzą, że sąsiedzi z bloku obok założyli skład, że ktoś kolejny założył, więc i oni mogą. Niektórzy zwracają uwagę na to, że te dzieciaki mają teraz za łatwo. To jest złożona sprawa, bo wtedy było nas kilku i nie było Internetu, teraz są tysiące – i Internet. I masz większą konkurencję, trudno się przebić. A wtedy może mieliśmy łatwiej, szczególnie gdy już się komuś udało dostać do Radia Kolor. To był nasz Internet. Myśmy zrobili demo Trzyha WWA powielane z kasety na kasetę – sprzedawaliśmy je na jammie graffti. Potem Kozak nam zrobił w powielarni 500 kaset. Pamiętam, jak Bogna Świątkowska podawała w audycji mój numer telefonu i mówiła, że będę stał w piątek od do na Waryńskiego przy sklepie żeglarskim – który zresztą cały czas tam jest – i sprzedawał z kartonika kasety po 15 złotych. To mówiła jedna kobieta w jednym radiu, a ja tych kaset sprzedałem 500 w tydzień. Teraz ludzie się cieszą, gdy mają 500 kliknięć na Youtube! To jest inna sprawa. Może Piasek się cieszy, jak ma 500 kliknięć na YT, bo GrubSon ma 20 milionów! Dziękuję, pozdrawiam! Ale to Piasek gra koncerty po 40 tysięcy na każdym pikniku. Stary, to jest dopiero paranoja! My robimy zajebistą muzykę – mówię tu nie za siebie, ale za nas wszystkich – gramy koncerty, na które przychodzą ludzie. Na jeden z nich spóźniłem się przez remonty dróg. I organizatorzy mi mówią, że odejmą mi z gaży 2 tys. zł. Podczas gdy za całą imprezę mieliśmy dostać 12 tys. Dzień wcześniej grała tam Patrycja Markowska – nie powiem ci za ile, ale to nie było 12 tys. I przyszło 100 osób! Wiem to z relacji. Tacy wykonawcy grają koncerty po 30-40 kafli i oni się jarają, że mają tysiąc obejrzeń na YouTube. A z drugiej strony są goście, którzy grają maks za dychę i mają po milionie obejrzeń. Z czego wynika takie podejście organizatorów? Jest coś takiego jak sitwa – chociaż nie jestem zwolennikiem spiskowych teorii. Czasami zdarzy mi się obejrzeć w telewizji transmisję jakiegoś koncertu typu „Dwójka gdzieś tam” i w pierwszym rzędzie stoją dziewczynki piętnastoletnie - pod obrazek, bo to się głównie liczy w telewizji, one w ogóle nie znają tekstów. Ty w telewizji występujesz nie w roli rapera, tylko prowadzącego program "Operacja tuning". Program rapowy o tej porze mógłby mieć rację bytu? To jest kwestia mentalności i określonej linii programowej różnych stacji – nie oszukujmy się. Pamiętasz, jakie kiedyś były programy młodzieżowe w telewizji? Luz, Kwant... W TVN-ie był Tenbit. I tego wszystkiego nie ma. A znalazłoby swojego odbiorcę. Robisz różne akcje i programy dla dzieci. Dlaczego? Słabo to się komponuje z rozrywkowym stylem bycia, baunsem... Bardzo dużo wykonawców hiphopowych się w to angażuje. Rysiek, chłopaki z Hemp Gru. To nie są rzeczy robione na pokaz czy z jakimś ukrytym zamysłem. To jak z tą muzyką Rycha - żeby pokazać ludziom, że można jakoś w dobry sposób wykorzystać swój czas. Robisz coś, angażujesz się, możesz coś osiągnąć – Rysiek jest przykładem tego i to trzeba bardzo szanować. Spotykasz się z tymi dziećmi – a byłem parę razy w domu dziecka – i one widzą, że coś można w życiu zrobić. Mogą tego dotknąć. Widzą, że nie jesteś wymalowanym gościem, który zachowuje się w narzucony sposób. Był taki moment, że odwiedzałem dom dziecka pod Warszawą, były jakieś tuningowane samochody - i wbiło mi się do takiego samochodu jedenaścioro dzieci. Przebywaliśmy z nimi parę godzin i wyjeżdżamy już, a tu taki mały chłopak trzyma mnie za nogę i mówi, żebym został z nim, albo go zabrał. No kurde, człowieku, łzy w oczach - to robi wrażenie. Widzisz, że dajesz ludziom nadzieję i rozświetlasz im ten chujowy momentami świat. Warto to robić. Jaka jest przyszłość dla ciebie i twoich kolegów? Peja mówi, że się czuje Rolling Stonesem. Czy ty się już przymierzasz do roli Maryli Rodowicz? Odpowiedź jest banalna: gdybyś zapytał o to samo Marylę Rodowicz 30 lat temu, to co by ci powiedziała? Moje ulubione pytanie to jest "Co będzie, jak się hip-hop skończy?". A pytał ktoś Elvisa Presleya, co będzie, jak się skończy rock and roll? Nikt nie pytał, bo się zaczął i nie skończył. Hip-hop w Stanach zaczął się 20 lat wcześniej, i widziałem ostatnio klip Dr. Dre, on ma grubo ponad 40 lat. Oni to robią cały czas! I dopóki jest we mnie ta pasja - a mam ciągle satysfakcję z tego, co robię, na nową płytę nagrałem aż 44 kawałki - będzie to autentyczne. A dopóki jest autentyczne, będzie to do ludzi docierać. Nie widzę siebie w roli człowieka odcinającego kupony od tego, co robiłem w młodości. Masz przynajmniej szansę na rolę wynajdywacza młodych talentów - z Sistars ci wyszło. Cały czas pojawiają się młode talenty. Teraz jest BRO, któremu najprawdopodobniej my wydamy płytę. To będzie następna generacja. Ale nie mam obsesji wynajdywania młodych talentów, a już szczególnie podsuwania im z miejsca umów na dziesięć lat jak kiedyś Sławomir Pietrzak Kalibrowi 44. Jak duża jest twoja firma? W Wielkim Joł [wytwórnia płytowa - przyp. aut.] zatrudniam jedną osobę. W PLNY [firma odzieżowa] zatrudniamy więcej, ale to oddzielna sprawa. Krzysiek, który jest tu kierownikiem sklepu, zaczynał od funkcji zwykłego pracownika, jest fanem Numera Raz. Nie miał pracy przez długi czas i w końcu mówię mu: "Chuju, zatrudnię cię", bo już mnie szlag trafiał. To jest fajne - po drugiej stronie Chmielnej, w bramie, sklep mają chłopaki z Molesty. Mamy sporą satysfakcję z takiego otoczenia. Na nie najtańszej ulicy w mieście. No i właśnie o to chodzi - jesteśmy na niej i jest to zajebiste. Tak postrzegam rozwój całej tej naszej kultury. To są plusy z tylu lat pracy, że po tym wszystkim chłopaki mają sklep tam, a my tu. Gramy koncerty, wydajemy płyty, ludzie je kupują wbrew pozorom, więcej na pewno niż płyt Patrycji Markowskiej czy innych. Masz w naszym kraju mnóstwo takich postaci, które zagrały 50 razy z playbacku w "Dzień Dobry TVN" - i wydają płytę, i nagle są gwiazdami, a ich płyty nigdy nawet nie trafiły na listę bestsellerów OLiS. My tam jesteśmy.
tede wszystko na nasz koszt